piątek, 8 maja 2009

Herbatka u Królowej :)

אל תרצה להיות טוב מאחרים. תחילה היה אתה עצמך
Nie pragnij być lepszym od innych, najpierw bądź samym sobą.



********

Leżałem w pozycji embrionalnej gapiąc się jak zahipnotyzowany w budzik dzwoniący od przeszło 20-u minut. Nie słyszałem go. I chyba tak naprawdę, nawet go nie widziałem. A może nie chciałem?

********


Zeszło piątkowa imprezka przed urodzinowa przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Z kilkunastu zaproszonych osób w pewnym momencie zrobił się tłum. I to taki tłum, że nie mieścił się w salonie, kuchni oraz łazience.

Od środy zaczęło się szaleństwo. Zakupy, upchnięcie zakupów gdzie się da, kolejne zakupy i kolejna próba zorganizowania przestrzeni na nie, przemeblowywanie, zakupy i kolejne meble powędrowały na górę do sypialni. Zamrażalka pękała w szwach od torebek z lodem oraz wódką, łazienka dla odmiany od zgrzewek piwa i butelek wina. Cała kuchnia, blaty, półki aż w końcu i podłoga zaczynała przypominać cukiernię oraz bufet z sałatkami i przekąskami.
Brat widząc to wszystko, co jedynie machnął ręką nic nie powiedziawszy – jak to on ma w zwyczaju.

Matt i Katie zaoferowali swoją pomoc w czwartek. Prawdę powiedziawszy nie wyrobiłbym się z niczym gdyby nie Oni. Co prawda, pomoc zaczęła się od otwarcia butelki z winem.. ale potem jakoś już poszło w miarę sprawnie i zwinnie. Na zmianę robiliśmy kolejne zakupy, bo przecież nie mogło by się obyć, gdybym o czymś nie zapomniał. I raz po raz, któreś z nas biegło do sklepu, po głupi majonez bądź truskawki.

Grubo po 1-ej w nocy uporaliśmy się ze wszystkim co miało być przygotowane w tym dniu. Zaproponowałem Katie przenocowanie w swojej sypialni z czego z niezaprzeczalną ochotą skorzystała, a sam z Mattem udałem się do salonu. Rozłożyłem sofę i przygotowałem do snu, po czym rozbierając się i szykując do kąpieli, usłyszałem jedynie : - Wracaj szybko!

Kąpiel była zbawienna, i choć trwała moment dodała mi sił. Dwa ostatnie dni były naprawdę wykańczające. Nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Próba ogarnięcia tego wszystkiego to nie lada wyczyn. Każdy, zawsze chce się pokazać od najlepszej strony – ja również. I nie bez przyczyny postanowiłem, że ta impreza będzie inna od moich wcześniejszych czy też od tych na których byłem gościem. Jestem znudzony pizzą, curry czy kebabem, bo to jest zawsze i wszędzie.

Niespełna 10 minut po gorącym prysznicu, głaskałem po włosach śpiącego już Matta. Nagle usłyszałem : - Przytul mnie mocno.

Wtuliłem się w Niego najmocniej jak potrafiłem i sam oddałem się w objęcia Morfeusza.


*******

“ (...)...daj znać jak przejdzie Ci cieczka... marzec mamy za sobą , kwiecień prawie też... zatem przestań trzeć cipą o podłogę!

*******


Przed południem wszyscy siedzieliśmy w kuchni zajadając płatki z mlekiem (zimnym!). Po ostatnim dniu nikomu nawet przez myśl nie przeszło aby przygotowanie śniadania trwało dłużej jak 3 minuty. Rozmawiając i śmiejąc się z byle czego, wybiegałem z wyobraźnią troszkę do przodu wyobrażając sobie i planując co do szczegółu wieczorną imprezę. W przypadku kilku zaproszonych osób nie wiedziałem czego mogę się spodziewać i to chyba przerażało i porażało mnie najbardziej. Niby znamy się już od jakiegoś czasu, z uczelni, z wydziału, z pracy czy nawet z ulicy, ale mimo tego nigdy wcześniej nawet nie próbowałem zgromadzić swoich znajomych w jednym miejscu o tej samej porze. Sam fakt, że Oni wszyscy w większości nie znali się na wzajem już mnie paraliżował.

Po blisko trzech kwadransach próśb, błagań a nawet gróźb udało mi się przekonać Katie aby była u mnie wcześniej. To samo tyczyło się Matta oraz Tom'a do którego zadzwoniłem w międzyczasie.

Sam udałem się na basen i siłownię aby choć na moment zapomnieć co może mnie czekać tego wieczora. A że było mi mało to udałem się również i na solarium.


*******


" (...)....and another chapter of my life is finished. Sometimes very nice and funny other time sad and hard... but c'mon, no ones said life is always funny. Time to pick up our-self into one piece and find a peace in new place...(...)."


*******


W miarę zrelaksowany, grubo po szóstej zjawiłem się w końcu w domu, w którym od jakiegoś czasu krzątali się Katie, Matt oraz Tom rozwieszając gdzie się da jakieś durne ozdóbki, świecidełka i inne pierdoły przypominające mi jedynie, że się starzeję. Bleeeh!

Wziąłem kąpiel, przywdziałem co miałem do przywdziania tego wieczora i niczym Pan(na) na włościach usiadłem przy stole kuchennym, wcześniej nalewając sobie szklaneczkę whisky i patrząc się jak inni odwalają ciężką robotę. Poczułem się naprawdę zrelaksowany i wszelkie obawy minęły jakby ręką odjąć.


*******


....Prawdopodobnie deszcz zalał mój dzwonek przy drzwiach i musi powodować jakieś spięcie, które wywołuje dziwne odgłosy tegoż z częstotliwością co 10 sekund.. A że spięć wszelakich unikam, po godzinie i dwudziestu minutach założyłem słuchawki na uszy aby tego nie słyszeć.... Trzeba umieć jakoś sobie radzić z problemami ;)


********

Alkohol lał się strumieniami, ludzie się przewijali niczym w kalejdoskopie, w większości wcale mi nie znani.

Gdy doszło do momentu, kiedy miałem problemy z przeciśnięciem się z kuchni do salonu, patrząc na to cale zjawisko i show jedyne w swoim rodzaju, postanowiłem udać się na górę do sypialni.

Usiadłem na podłodze i opierając się o łóżko zacząłem myśleć o swoim dotychczasowym życiu.. wtedy też oświeciła mnie myśl... potrzebna mi zmiana! Nie pierwsza i z pewnością nie ostatnia w moim życiu.

Kilka minut później pojawiła się Clare, która przysiadła obok mnie, objęła mocno i powiedziała jedynie :

- Fuck it! It's yours day! Let's have a fun!

Uśmiechnąłem się jedynie do niej, wiedząc doskonale, że zarówno Ona jak i wszyscy znajomi czekają na mnie na dole. Nie czekali długo.


*********


Gdy w końcu dotarło do mnie, że jest już grubo po południu, a w moim łóżku leży dwóch kompletnie nie znanych mi facetów, byłem pewien, że ostatnia noc musiała należeć do wesołych. Szkoda tylko, że tak niewiele pamiętam.

Zszedłem do kuchni, zaparzyłem kawę, po czym zadzwonił telefon. Po drugiej stronie Katie w delikatny sposób zapytała czy zdaje sobie sprawę z faktu, że jeden z facetów w mojej sypialni jest stricte hetero a jego kobieta martwiąc się o niego wydzwania po wszystkich znajomych wypytując o niego.

Do jasnej cholery! - pomyślałem. Czy ja przykułem go kajdankami? I jeśli miał ochotę zboczyć z torów to jakby nie mój problem.

********

Godzinę później, w pośpiechu, tłumacząc się nie wiadomo po co, niczym porażony prądem wybiegł z domu.




Cóż, herbatka u Królowej czasem bywa z prądem :)

środa, 6 maja 2009

Fook me ;)

Ostatni nawał nauki, pracy i innych zajęć uniemożliwiają mi regularne wpisy na blogu, ale dla wszystkich, którzy jeszcze tu czasami zaglądają, kawałek, który mam nadzieję, że sprawi wszystkim przyjemnosć :)

niedziela, 29 marca 2009

.

Przejść przez życie z butelką wina pełną Ciebie i mieć pewność, że kieliszek nigdy nie będzie pusty.


********


Przyjaciel się zapytał : Co czyni że jesteś sobą? Po trzech godzinach rozmowy, nadal nie znalazłem na to odpowiedzi. Czy kiedykolwiek będzie mi dane poznać tą „tajemnicę”? Tego też nie wiem. Ale może to dlatego, że nie zastanawiam się nad tym, nie rozmyślam i po prostu przechodzę do porządku dziennego nad każdym, mniejszym czy większym problemem. I w taki lub inny sposób staram się tenże problem rozwiązać? A może dlatego, że nie dostrzegam problemów? Bo wiem, że i tak sobie z nimi poradzę?


********

Czy miewasz czasem takie momenty, że siedzisz przez godzinę, dwie.. czasem trzy godziny przed ekranem monitora z niezapisanym arkuszem word'a i migającym kursorem? I raz bijesz się z myślami, bo nie wiesz od czego zacząć a po chwili nie wiesz czy w ogóle zaczynać bo nie myślisz o niczym. Gapisz się jak zahipnotyzowany w ekran i nic nie ma znaczenia. Wszelkie dźwięki cichną. Nawet głośno tykający zegar jakby zatrzymał się na moment. Jedyne co słyszysz to bicie własnego serca. Następnie kursor się zlewa z resztą ekranu, ekran z resztą tła, a całość zaczyna przypominać Ci obrazy. Na początku mgliste i rozlane, aby po chwili stać się wyrazistymi. I czasem są to jedynie migawki a czasami pełne zdarzenia. Czasami sprzed kilku minut a czasami z dawnych lat. I zwłaszcza te z dawnych lat uwielbiam najbardziej, zawsze są to wspomnienia bardzo dobre i pozytywne, nadające mi pozytywnego myślenia.

Kiedyś, uważałem, że mam skopane dzieciństwo i okres dojrzewania. Z jednej strony byłem trzymany krótko i za przysłowiową mordę ale z drugiej rodzice w jakiś swój własny sposób pozwalali mi wyrażać siebie, swój młodzieńczy bunt, niewracanie na noc i ucieczki z domu, wypady nad morze czy w góry autostopem, balangi, imprezy i inne wyskoki. Byłem nieprzeciętnym nastolatkiem i zawsze udawało mi się jakoś wychodzić z opresji wszelakich. Ponadto rodzice doskonale wiedzieli, że wszelkie zaległości w nauce nadrobię, więc o szkołę i moje nałogowe wagary się nie martwili (albo tak mi się wydawało). Roczna średnia miała dla mnie takie samo znaczenie w tamtym czasie jak to czy dziś jest wtorek czy środa. I o ile mogłem zrobić wiele, bardzo wiele.. często nawet wbrew sobie (ale w końcu jakoś musiałem uzewnętrzniać swój bunt!) to o tyle NIKT w całym moim dotychczasowym życiu nie miał takiego daru przekonywania, tłumaczenia i pokazywania mi moich błędów jak matka. Tak pozostało do dziś. Wszelkie awantury, wrzaski, krzyki, a już nie daj boże rękoczyny prowadzą do tego, że mój ptasi móżdżek włącza tryb awaryjny bez dostępu do sieci. I to właśnie matka zawsze potrafiła do mnie dotrzeć, w swój jedynie sobie znany sposób i zatrzymać przed popełnieniem kolejnego głupstwa. To jedynie Ona potrafi trzymać mnie krótko i za mordę.

Dziś wiem, że miałem najwspanialsze dzieciństwo o jakim niejedna osoba mogłaby jedynie pomarzyć. Zostałem bardzo wcześnie wypuszczony na głęboką wodę i dziś mogę po pierwsze dojść do takiego wniosku a po drugie ze zdobytej wcześniej wiedzy wyciągać wnioski. Jestem wdzięczny swoim rodzicom za swoje dzieciństwo...

I nagle obraz zaczyna być mglisty i rozlany, przypominając jednocześnie tło Twojego monitora aby po chwili tło stało się na tyle wyraziste aby można było dostrzec monitor, na którym nadal miga kursor... na zapisanym arkuszu word'a.

Bicie serca okazało się głośnym tykaniem zegara, którego wskazówki nie poruszyły się nawet o jotę.

Nadal patrzysz na migający kursor i na klawiaturze klikasz na kropkę.


.

sobota, 14 marca 2009

Pomieszanie z poplątaniem

Czy ja zawsze muszę się w coś wpakować? I jak nie urok to sraczka. Na czym polega mój „fenomen” dążenia do problemów wszelakich? Pojęcia nie mam. I z całą pewnością długo się jeszcze nie dowiem. Jednakże cieszę się, że potrafię swoje problemy rozwiązywać, z lepszym bądź gorszym skutkiem, zamiast od nich uciekać i udawać, że ich po prostu nie ma.


*********

Przyjaciel, po rozmowie o wszystkim i o niczym, o życiu i o byciu sobą, sobą naprawdę i w stu procentach napisał mi: „ (...)a czy czasem nie jest częścią bycia sobą przyznawanie się do błędów (...)”. Bez namysłu odpowiadam : TAK! TAK ! I RAZ JESZCZE TAK!!!
To kolejna rzecz która mnie cieszy. Potrafię, pogodzić się z faktem, że mogę nie mieć racji i że mogę się mylić. Potrafię głośno i otwarcie przyznać się do winy i schylić głowę.


********


Juana poznałem przez Facebooka. 33 letni Portorykańczyk z San Juan. Prawnik.

Odkąd pamiętam zawsze Latynosi działali na mnie, że nogi mi miękną a cała reszta robi się sztywna :P Bruneci z gęstym zarostem i ciemną karnacją skóry to jest coś co tygryski lubią najbardziej. :)

Tymczasem Juan w niczym nie przypomina Latynosa. Jest blondynem o niebieskich oczach, a na domiar tego wszystkiego, po kilkunastu może po kilkudziesięciu minutach rozmowy, nawet nie stwierdził ale oznajmił mi, że właśnie zabookował bilety na kwiecień aby się ze mną spotkać. (What the fuck???)

Perfidność i bezczelność ludzka czasem nie zna granic. Nie mam pojęcia czego koleś się spodziewa? Ale musiałbym być bardzo mocno pijany aby wylądować z nim w jednym łóżku, a po dalszej rozmowie i mojej próbie przekonania go, że to nie za dobry pomysł, aby przylatywał, stwierdził jedynie : - Zabawimy się! Będzie fajnie!
(What the fuck???)

Fajnie? Zabawić się? Zaraz! Zaraz! Woo hoo! To ja jestem rybakiem i to ja wybieram sobie rybki które mam ochotę skonsumować i absolutnie rybką być nie zamierzam. Co to to nie!!!

Dalszą rozmowę uznałem za całkowicie zbędną. Jak dla mnie może robić na co ma ochotę, ale prędzej nadzieję się na swój własny palec niż na jego drążek.


*********

Z Mattem i Tomem widuję się coraz rzadziej. Wszyscy mamy mnóstwo materiału do nadrobienia, ale to efekt wcześniejszego olewania uczelni, wykładów i zajęć oraz przede wszystkim systematyczności. I o ile z Tomem widzę się na każdych wykładach z hebrajskiego o tyle z Mattem widzieliśmy się ostatnio blisko trzy tygodnie temu. Strasznie mi ich brakuje. Brakuje mi naszych wspólnych szaleństw, imprez i balang do wczesnych godzin porannych. Brakuje rozmów. Brakuje wspólnego ciepła i świadomości, że każdy może na każdego liczyć w potrzebie. Gdzieś to się zapodziało. A szkoda.

Niestety, SMS'y i rozmowy telefoniczne nie są w stanie zrekompensować mi Ich braku.



niedziela, 8 marca 2009

Bo życie należy brac takim jakim jest .. a nie jakim chcielibyśmy czy też jakim oczekujemy aby było.

Powiada się, że ma się tyle lat na ile się czuję. Wczoraj czułem się co najmniej jak sześćdziesięcioletni pan z laską u boku. Gdzie laska to całkowita przenośnia w postaci bagażu. Życiowego bagażu.

Przeglądając tysiące, jak nie setki tysięcy profili na przeróżnych portalach, oglądając, czytając i porównując dochodzę do wniosku, że kompleks starszej cioty nadal mnie nie dotyczy.

A z wieloma dwudziestoparolatkami mógłbym stanąć w konkury.

Skromność w drugą stronę? Nie. Prawda.


******


Zapewne nie jednokrotnie już wspominałem, że jestem uzależniony od FaceBook'a. I może nawet nie tyle co od samego FaceBook'a ale co od ludzi, którzy są w gronie moich przyjaciół.

I pośród tych przyjaciół, którzy nie wiedząc czemu w 90 procentach stanowią mężczyźni, jest kilkunastu, którzy niejednokrotnie rozłożyli mnie na łopatki.

Natura faceta nie jest skomplikowana w przeciwieństwie do kobiety. Faceta wystarczy dobrze nakarmić, powiedzieć czułe słówko i popieścić po obrastającym tłuszczem brzuszku. Gdy spełniasz te warunki, nie dziw się, że ktoś obsypuję Cię kwiatami, śle niejednoznaczne kartki o wyznawaniu miłości (nawet jeśli się na oczy nigdy nie widzieliście) skończywszy.


*******


Środowy wieczór postanowiłem spędzić poza domem. Niby środek tygodnia, ale kluby i tak pękały w szwach. Affinity, IDendyty, Sancurarium, Lion's Liar. Gdy w końcu grubo po 1-ej nad ranem udało mi się dotrzeć do Demspeys, okazało się, że ten wprowadził selekcję tego wieczora, a kolejka przed wejściem kończyła się 300 metrów za rogiem, czyli minimum godzina czekania.

- Fuck off! Nawet nie zamierzam czekać. - pomyślałem udając się w kierunku wejścia dla VIPów.

Pięć minut później byłem w środku pijąc kolejną tequile tej nocy.

Nie zwracałem większej uwagi na to co się dzieje wokół mnie.. do czasu.

Tańczył w samych slipkach na środku dance floor'u w klatce. I nie Jego wyrzeźbione na siłowni ciało, czy też godziny spędzone w salonie kosmetycznym sprawiły, że nie mogłem oderwać od Niego wzroku. Ale Jego oczy oraz każda uwydatniona żyłka na Jego cudownym ciele. Czego nie dało się nie zauważyć podczas Jego popisów w klatce.

Koleś, przez kolejne kilka utworów, na serio nieźle wymiatał w klatce, a to tego na tyle zmysłowo i seksownie, że obudził moją „fantazję” :P

Po kilkunastu minutach mojego natrętnego wpatrywania się z Niego, okazało się, że zmierza w kierunku baru. Byłem szybszy i zamówiłem dwa piwa przy czym poprosiłem Craig'a (barmana) o podanie jednego kolesiowi w slipkach.

Przez chwilę Craig i koleś w slipkach wymieniali się uwagami, aż w końcu Craig wskazał na mnie palcami. W tym samym momencie ja podniosłem piwo do góry i kiwnąłem głową do kolesia.

Nie dało się nie zauważyć Jego zmieszania i chyba nawet delikatnej purpury. Nie wiedział za bardzo co ma zrobić i jak się zachować. W końcu, niepewnym krokiem ruszył w moim kierunku.

- Dziękuję za piwo. - Powiedział bardzo nieśmiele, gdy w końcu się do mnie przecisnął przez tłum wszystkich spragnionych kolejnych drinków.
- Nie ma za co. To dla mnie przyjemność. - Odpowiedziałem, stukając się z Nim piwem. - Czy ktoś Ci już mówił, że świetnie tańczysz? - Zapytałem.
- Yyyy.. nie... raczej nie.. nie przypominam sobie, ale.. ale skąd.. to znaczy... widziałeś jak tańczę? - Wydusił w końcu z siebie a Jego oczy zrobiły się jeszcze większe niż wcześniej.

Jaki On był słodki w tej całej swojej nieśmiałości! Po prostu, nic tylko schrupać!

- Przyglądałem się jakiś czas. Czy to coś złego? - Odpowiedziałem i nie dając Mu możliwości odpowiedzenia na moje pytanie, zadałem kolejne. - Skąd jesteś? Nie widziałem Cię tu wcześniej?
- Yyy.. jestem tu.. od tygodnia... nie znam tu nikogo.. ale postanowiłem wyjść i zobaczyć nocne życie. A przyjechałem z Aberdeen.
- To na północy? Prawda?
- Tak. Chyba najbardziej wietrzne miasto w Wielkiej Brytanii.- odpowiedział, już jakby spokojniej. Jakby ktoś kto wie gdzie jest położone Aberdeen zasługiwał na Jego zaufanie.

Nasza dalsza rozmowa przebiegała już na spokojnie i nawet się nie obejrzeliśmy, gdy kolejne piwo się skończyło. Moja „fantazja” nadal sprawnie działała, dumnie wyprężona na sztorc.

Postanowiliśmy przejść na parkiet.

Lakhi – jak się w końcu dowiedziałem jak ma na imię, nie musiał udowadniać swoich możliwości tanecznych. Przyszedł czas na mnie.

Nie należę do osób, które nie wiedzą jak się zachować na parkiecie i rozróżniam przytupańca weselnego z podstarzałą ciocią – wieczną panną, którą widzę po raz pierwszy na oczy od rytmów i reguł panujących w klubach.

Wcześniejsze piwa i tequilla jedynie pomogły mi poddać się całkowicie rytmowi. Nie byłem pijany, ale wraz z kolejnym kawałkiem, alkohol pod wpływem szybszego tętna zaczął uderzać mi do głowy. I lepiej! Świat zawirował a ja wraz z nim. Żadnych oporów i żadnych barier. Całkowicie poddałem się panującej wokół atmosferze. Atmosferze, która aż tętniła seksapilem i wszelkimi możliwymi sposobami próbowała wydostać się na zewnątrz i wykrzyczeć : Tu jestem!!! Bierz mnie tu i teraz!!!

W pewnym momencie nasze ciała zbliżyły się do siebie. (czemu dopiero teraz?) Bardzo ostrożnie i delikatnie moja dłoń powędrowała w kierunku Jego twarzy. Musiał się niedawno ogolić, bo Jego twarz była nieskazitelnie gładka i delikatna. Moja dłoń wędrowała po całym jego nagim torsie i plecach. W końcu nie wytrzymałem. Przyciągnąłem Go mocno do siebie, objąłem dłońmi Jego twarz i zacząłem całować. Nie opierał się. Odwzajemnił pocałunek.

Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, muzyka ucichła, ludzie wokół nas zniknęli i że nie liczy się nic poza tym momentem.
*********

- Mieszkam niedaleko. - Powiedział, gdy zauważył, że próbuję złapać jakaś taksówkę.
- Yyyy... - Tymczasem to ja byłem zmieszany i nie wiedziałem co odpowiedzieć, przyzwyczajony i spodziewający się, że pojedziemy do mnie. - Oooo... Key – Wydusiłem z siebie.

Całą drogę do Jego mieszkania przystawaliśmy i wymienialiśmy się pocałunkami i zamiast 5 minut, bo tyle mieliśmy do przejścia, na miejscu byliśmy po dwudziestu :)

*********

- Kawa? Herbata? Drink? - Zapytał.. po czym dodał. - Spliff? Koka?
- Kawę i herbatę zostawmy na rano.. ale nie mam nic przeciwko wódce z colą zaprawioną odrobinką koki. - odpowiedziałem, nie dowierzając własnym uszom i temu co sam powiedziałem.

Gdzie podział się ten nieśmiały chłopczyk?

- Już mamy ranek. - Uśmiechnął się nalewając dwa drinki i rzucając na stół kuchenny torebeczkę z koką. - Zajmij się tym, a ja zajmę się drinkami. - Dodał.

**********

Po 4-ej po południu, po wspólnym śniadaniu, prysznicu i wymianie numerów telefonów i danych wszelakich, próbując wejść do taxi aby wątroba mi nie wypadła i modląc się do niebios abym w końcu mógł usiąść na tyłku wróciłem grzecznie do domu.